poniedziałek, 29 grudnia 2014

Od Ron'a

"Rozdział I"
Kiedy byliśmy już w połowie gry w Quidicha " Złoty Znicz" zgłupiał i wyleciał po za boisko... nigdy tego nie robił .... wszyscy  polecieli za zniczem by wiedzieć co będzie dalej... ja też poleciałem ... nagle wszyscy wlecieli do 'Zakazanego Lasu' nie było to mądre ani też bezpieczne... ja nie chciałem wlecieć do lasu... ale nagle jeden z graczy popchnął mnie ja spadłem rozbijając się o drzewo... miotła rozwaliła się na kawałki  podobnie jak moja noga... doczołgałem się do drzewa i oparłem się ... cholernie mnie to bolało...nagle usłyszałem jak coś skrada się w moim kierunku... nagle zza krzaków wyszedł wilk ... ja przestraszyłem się i powiedziałem :
-- Z-zostaw mnie ... 
- Spokojnie ... nie zrobię ci krzywdy - wilk powiedział zamieniają się w dziewczynę ...
- Kim jesteś ? - zapytałem 
- Jestem Luna Gryffindor - odparła dziewczyna zdziwiło mnie to ale by nie okazywać tego przedstawiłem się :
- Ja jestem Ron Weasley 
- Jesteś z Hogwartu ? - zapytała dziewczyna 
- Tak a ty chyba nie należysz do tej szkoły ? - zadałem pytanie retoryczne (dla mnie ) które było skierowane do dziewczyny
- Nie raczej nie ... Słyszałam o tych waszych 'przydzieleniach' ... - odparła od razu zrozumiałem o co jej chodzi i poprawiłem ją :
- Chodzi ci o przydzielenia do domów ?
- Tak ... tam jest eee ... Hufflepuff , Slytherin, Ravenclaw ... - wymieniała ale zapomniała o Gryffindorze więz dodałem :
- I jeszcze Gryffindor
- Co ? Przecież to moje nazwisko - powiedziała przestraszona 
- Wiem mnie to też zdziwiło . 

- Hmm o co tu chodzi ? - zastanawiała się 
- Nie wiem... Może miałaś kogoś kto był z rodziny Gryffindorów 
- Może ... 
- A więc z kąt pochodzisz ? 
- Ja z tond - powiedziała dziewczyna 
- Aha... - zapadła chwila ciszy... - Jesteś czarodziejką ? - zapytałem by zabić ciszę 
- Tak po części ... nie uczyłam się za dużo magi... - powiedziała
- Ja jestem czarodziejem... 
- A to fajnie będziesz mógł mnie dużo nauczyć - powiedziała dziewczyna łapiąc mnie za rękę 
- Ghm...- chrząknąłem ... - Więc
- Tak... - powiedziała spłoszona dziewczyna ...
- Jesteś wilkołakiem ? - zapytałem
- Nie ... jestem animakiem ...
- A na czym to polega ?
- Jak napiję się krwi jakiegoś zwierzęcia mogę się w nie zamienić ... - zdziwiło mnie to 
- Czyli wypiłaś krew wilka ? 
- Nie...ja jestem wilkiem od urodzenia...chyba... 
- Jak to chyba ? 
- No bo ja nie pamiętam swojego dzieciństwa... ani rodziców...
- Jak to ?
- Nie wiem co się ze mną stało...Nie pamiętałam też mojego przyjaciela...
- Wiesz jest na to eliksir ...
-Na pamiętanie przyjaciół ?
- Nie na sklerozę ...
- A co to takiego ?
- To po prostu zapomnienie...
- A to super... Jak to zdobyć ?
- Musisz dołączyć do Hogwartu... mojej szkoły...
- Ale czemu ?
- Ponieważ kiedy dołączysz profesor Dambyldore da ci eliksir...
- Rozumiem ... Zapomniałam twoja rana - dziewczyna przyłożyła ręce i wymruczała coś pod nosem a następnie zdjęła zakrwawione ręce z rany ... raczej z nogi ... ponieważ kiedy podniosła ręce nie było ani śladu po ranie... spojrzałem na dziewczynę ... spojrzałem na jej piękne niebieskie oczy... 
- Hej Ron ... - odezwała się Luna 
- Tak...tak...-powiedziałem jeszcze trochę rozmarzony
- Żyjesz ? - zapytała z uśmiechem 
- Jasne - odparłem
CDN

poniedziałek, 22 grudnia 2014

"Od Raven Ravenclaw"

Rozdział I
Przez bardzo długi czas mieszkałam z dala od jakiegokolwiek kontaktu z człowiekiem ,a co dopiero z czarodziejem... Ale teraz postanowiłam to zmienić...Postanowiłam dołączyć do Hogwaru...Szkoły którą założyła  moja rodzina...
- I co robimy Raven ? - zapytał Clow (mój jedyny przyjaciel)<kruk>
- Nie wiem... Może spytamy się tych ludzi gdzie jest peron 9 3/4 ?
- Nie wiem czy to taki dobry pomysł...-powiedział
- Warto spróbować-odparłam podchodząc do jakiegoś gościa w dziwnej czapce - Przepraszam...
- Słucham... -warkną mało zainteresowany mężczyzna
- Wie pan gdzie jest peron 9 i...- nie dął mi dokończyć
- Wy dzieciaki - i machną ręką - tu nie ma żadnego peronu 9 3/4
-...-nic nie odpowiedziałam i poszłam szukać dalej ... nagle ujrzał jak małe jedenastoletnie dzieci przechodzą przez ścianę jak jak duchy... ja spróbowałam też przejść ... udało się ... nawet nic nie poczułam...
-Wow Raven udało ci się - powiedział Clow
- Wiem-uśmiechnęłam się i szłam za dziećmi... tuż do pociągu....Kiedy znalazłam się już w pociągu usiadłam w przedziale z nijaką Luną Lovegood.
- Cześć jestem Luna...-przerwałam
- Zapewne Luna Lovegood....-dziewczyna lekko się zdziwiła-Ja jestem Raven Ravenclow
- Miło mi - powiedziała ... przez resztę drogi rozmawiałyśmy...nagle dziewczyna zapytała :
- Dlaczego nosisz kaptur ? I to tak by zasłaniał ci twarz ? zdziwiło mnie to ponieważ jeszcze nikt mnie o to nie pytał... ja bez odpowiedzi zdjęłam kaptur...opuszczając głowę...
 - Wow Raven .... - w tym momencie podniosłam głowę i pokazałam oczy dziewczynie...- Masz piękne oczy-powiedziała
 - Wiesz nikt mi tego nigdy nie mówił -uśmiechnęłam się lekko

piątek, 19 grudnia 2014

"Od Luny Gryffindor"

Rozdział II
Od ostatniej pełni dużo się zmieniło...Między innymi zostałam Alphą oraz zyskałam nową  członkinie stada Nyks była super wobec mnie więc dałam jej stanowisko zastępcy Bethy ...  A Bethą został Sharazz ... Stado strasznie się zdziwiło ponieważ jeszcze nigdy nikt nie wybrał szamana na Bethe ... Ale nikt nie miał z tym żadnych problemów... Wrócimy do tematu ponieważ  nie jest to najlepsza  pora teraz pisać o tym co się stało ... ale o tym co się stanie ... uwaga ... idę się spotkać z CZŁOWIEKIEM !!!... Nyks mnie namówiła ... ale jako Alpha nie chciałam odmawiać mojej nowej członkini ... nie chciałam jej zniechęcać do mojej odpowiedzialności ... i do ... ehh ... wykonywania zadani o które mnie ktokolwiek kiedykolwiek poprosi ... więc jako odpowiedzialna Alpha przyjęłam zlecenie i poszłam na spotkanie z Alison ... opiekunką Nyks ... 
-Hej Luna ! - krzykną mi znajomy głos
- O cześć Nyks ! -domyśliłam się i odwróciłam się w stronę dobiegającego głosu... faktycznie była to Nyks ...
- Wiesz pomyślałam ,że to spotkanie z tobą i Alison odbędzie się o 14:00 ... - powiedziała uradowana wilczyca
- Ok nie ma... - zatrzymałam słowa które miały brzmieć " Ok nie ma sprawy " ale zdrowy rozsądek  przerwał  mi ... ponieważ była 13:55 ... - Przecież to dokładnie za 5 MINUT  !!!! - wrzasnęłam 
- No tak ...
- A gdzie to ma się odbyć ?!
- Powiedziałam Alison ,że ty wybierzesz miejsce ...
- To jak mam jej to wszystko przekazać i jeszcze do tego znaleźć porządne miejsce do 'pogaduszek' jak to ty powiedziałaś !
- Wiesz telepatycznie ...
- Ale ja nie mam takiej możliwości ponieważ nie.-przerwała mi
- Nie ona po prostu zjawi się tam gdzie ty będziesz - powiedziała wilczyca odchodząc ... Ja wymyśliłam ,że zbocze góry "Równia" będzie idealne ... 
- To biegniemy ....- powiedziałam do siebie i pobiegłam ... po drodze zaczęłam śpiewać piosenkę nie tą co ostatnio ale taką która mi przyszła do głowy sama nie wiem z kąt ale bardzo mi się podobała ...
"A promise that I'll keep "

A promise that I'll keep,
I'll never share,
I'll never speak.
To my grave the secret goes.
The beating heart,
The beating heart ,
The mystic creatures wandered far.
Through these veins a Wolfblood  flows.
A change will come, I know,
Behold my futre.
As sure as day returns to night. 
The passion of my clan, to be at one with them,


and hidden from the world outside.



A promise that I keep, I'll never share, I'll never speak,

To my grave the secret goes.

The beating heart, the beating heart.,
Of the mystic creatures wandered far.
Through these veins a Wolfblood flows.


A change will come I know, behold my future. 
As sure as day returns to night.
The passion of my clan, to be at one with them, 
and hidden from the world outside.


A promise that I keep I'll never share I'll never speak. 
To my grave the secret goes. 
The beating heart, the beating heart,
Of the mystic creatures wandered far. 
Through these veins a Wolfblood flows


A change will come I know, behold my future. 
As sure as day returns to night.
The passion of my clan, to be at one with them, 
and hidden from the world outside.


A promise that I keep I'll never share I'll never speak. 
Through these veins a Wolfblood flows.

Po skończeniu piosenki wpadłam do sklepiku na końcu mojej watahy ... Ponieważ chciałam kupić dziewczynie jakąś drobnostkę  na Boże Narodzenie ... 
- Hej Macke ! - powiedziałam wchodząc do sklepiku i witając się z jednym z moich kolegów.
- Siemanko L - powiedział - Co sobie życzysz ?
- Hmmm ... masz tu coś takiego co jest ładne ... i pokaże jakim zwierzęciem się naprawdę jest ? 
- Chodzi ci o "Amulet Zmiany" ? - zapytał ... Ja zrobiłam duże oczy i powiedziałam :
- To coś takiego istnieje ?
- Tak - powiedział pokazując mi naszyjnik 

- Piękny - powiedziałam biorąc 'cacko' do łap .
-Tak jest piękny ...
- Ej ... A jak z niego korzystać ?
- Wystarczy założyć na szyję i już ... - powiedział 
- Dzięki ...Ile płacę ?
- Nic to tak z okazji świąt - uśmiechnął  się 
- Ok ... -podziękowałam i wybiegłam ... po drodze mówiłam sobie w myślach :" To dziś już są święta ? Hmm to by wyjaśniało dlaczego Macke miał ozdobiony sklep... -<myślałam> nawet nie zdałam sobie sprawy z tego ,że już jestem na miejscu ... Kiedy wyszłam zza drzew usiadłam sobie na krawędzi skarpy i oglądałam jak co roku jak czarodzieje bawią się w dziwne gry na swoim polu ... kiedyś nawet obiło mi się o uszy ,że jest to mecz ... Quidicha... sama nie wiedziałam o co w tym chodzi ... Nagle usłyszałam głos :
- Hej ! -odwróciłam się ... To była Alison ... opiekunka Nyks ... wstałam i podeszłam do dziewczyny powiększając się by móc spojrzeć jej w twarz ... 
- Hej - odparłam - Mam dla ciebie drobnostkę - popatrzałam na dziewczynę i dałam jej to do łap...
- Dziękuję ...a co to ? 
- Nie widzisz to naszyjnik ...
- O dziękuję - dziewczyna już chciała włożyć go kiedy powiedziałam 
- Ale uważaj on nie jest zwykły - dziewczyna cofnęła ruch i odparła :
- A co on potrafi...
- Jak go założysz zmienisz się w takie zwierze jakie jest w tobie - ...zobaczyłam strach w oczach dziewczyny więc by ją uspokoić odparłam - ale kiedy go zdejmiesz znów staniesz się sobą ... 
- Ok ...
- Tooo... nałożysz go ? -zapytałam zaciekawiona ... byłam bardzo ciekawa jakim zwierzęciem jest w środku ta dziewczyna...
- Tak jasne -Alison  powoli z dużym oporem nakładała naszyjnik ... kiedy medalik znalazł się na jej szyi dziewczyna przekształciła się w ... irbisa ...  otworzyła oczy powiedziała 
- I... jak wyglądam ?
- Super - powiedziałam 
- Naprawdę ? A czym jestem ?
- Jesteś irbisem 
- O zawsze chciałam być irbisem - powiedziała uśmiechnięta ... - po paru minutach zmieniła się w człowieka... - Wiesz zapomniałam ci coś dać ... - dziewczyna sięgnęła do kieszeni w skórze i wyciągnęła małe pudełeczko - Proszę - powiedziała otwierając je i wyciągając z niego łańcuszek ... - Kiedy go założysz... -przerwała - zobaczysz sama - dokończyła i włożyła mi na szyję medalion  ... ja poczułam jak łapy zmieniają swój kształt... sierść znika ... pojawia się sierść na głowie... pojawia mi się nos i usta a znika pysk... ogon też gdzieś się zapodział ... kiedy otworzyłam oczy stałam... stałam na NOGACH !
- Wow Luna wyglądasz cudownie - powiedziała Alison
- Wiesz ,że czuje się jakbym już kiedyś tak miała ...
-To może ci się tylko zdaje ... ale na pewno nie potrafisz bie... - w tym momencie zaczęłam biec ... biec wzdłuż dróżki ... która była na tej małej górce .... czułam się jak nowo narodzona jak ...jak... szczenie... zatrzymałam się ... sierść na głowie przypomniała mi ,że ktoś miał taką ... miał taką sierść ... i to się nie nazywało sierść ... tylko włosy...
- Luna wszystko ok ? - zapytała dziewczyna
- Jest wspaniale - powiedziałam - Dziękuję - przytulołam dziewczynę ... Nagle zobaczyłam ,że czarodzieje z Hogwartu lecą w stronę Zakazanego Lasu ... Postanowiłam tam pobiec ale najpierw wypadało powiedzieć o wszystkim Alison - Alison ...
- Co się stało ?
- Czarodzieje wlecieli do lasu ! -odparłam i zaczęłam biec... biegłam jako człowiek ... odczuwałam zimno ..
- Alison nie jest ci trochę zimno ? - spytałam ... nikt nie odpowiedział - Alison - powt-użyłam - Alison ! -krzyknęłam odwracając się nie było jej ... musiałam ją zgubić ... zaczęłam biec w poszukiwaniu kumpeli ale nie mogłam jej znaleźć zaczęłam się rozglądać nagle uderzyłam w coś ... a raczej kogoś ...
- Przepraszam ...  -wyszeptałam  zacierając dłońmi o ręce by się rozgrzać...
- Kim jesteś ?-zapytał
- J-jestem Luna Gryffindor - powiedziałam zamarzając
- Nie jest ci za zimno w tym krótkim rękawku ?
- No trochę ... - odparłam  - A ty kim jesteś ?
- Ja jestem Draco Malfoy - to nazwisko coś mi mówiło ale imię nie koniecznie - chodzi ogrzeje cię - powiedział dając mi swoją kurtkę - Nie potrzebuję - powiedziałam uciekając ... nie wiedziałam czemu uciekłam ... ale biegłam ... i biegłam ... zatrzymałam się pod starym dębem zamieniając się w wilka ... Nagle usłyszałam syczenie ... było to syczenie z bólu ... odsłoniłam krzaki ... i zobaczyłam rudego chłopaka z raną ... podeszłam do niego on się lekko wystraszył :
- Z-zostaw mnie ...
- Spokojnie ... nie zrobię ci krzywdy - powiedziałam zamieniając się w człowieka
- Kim jesteś ?
- Jestem Luna Gryffindor
- Ja jestem Ron Weasley - chłopak powiedział ze zdziwieniem
- Jesteś z Hogwartu ? - zapytałam
- Tak a ty chyba nie należysz do tej szkoły ?
- Nie raczej nie ... Słyszałam o tych waszych 'przydzieleniach' ...
- Chodzi ci o przydzielenia do domów ?
- Tak ... tam jest eee ... Hufflepuff , Slytherin, Ravenclaw ...
- I jeszcze Gryffindor
- Co ? Przecież to moje nazwisko - odparłam zdziwiona
- Wiem mnie to też zdziwiło ....
Przez resztę dnia siedziałam z chłopakiem rozmyślając nad jego Domem a moim nazwiskiem ... 

Od Alison Riddle

Rozdział I

Księżyc w pełni zaglądał w okno. Swoim mlecznym blaskiem oświetlając parapet, na którym siedziałam rękoma obejmując kolana, policzek opierając o zimną szybę. Omiotłam wzrokiem pomieszczenie, w którym się znajdowałam. Pościelone łóżko z zieloną pościelą, hebanowe biurko, regał z książkami. Biały kudłaty dywan, na którym leżał czarny wilk. Wilk, albo raczej wilczyca o długiej czarnej jak noc sierści podniosła na mnie złote, błyszczące oczy. Trąciła nosem moją rękę.
- Co jest Nyks? - zapytałam
W odpowiedzi tylko zaskomliła cichutko. Jej spojrzenie wyrażało oczekiwanie. 
- Chcesz iść na błonia? - domyśliłam się, a ona obwąchała szczelinę między drzwiami, a podłogą. 
Z westchnieniem ubrałam płaszcz i otworzyłam drzwi. Nyks spojrzała się na mnie po czym zniknęła w korytarzu, a ja chcąc nie chcąc ruszyłam za nią. Korytarze tonęły w mroku. Zaklęciem oświetliłam korytarz. Wyszłam z zamku. Nyks spojrzała na mnie po czym odeszła parę kroków w kierunku Zakazanego Lasu. Kiedy przez chwilę nie ruszałam się z miejsca wilczyca obrzuciła mnie uważnym spojrzeniem złotych oczu po czym ponownie ruszyła w kierunku drzew. Poszłam za nią. Weszłyśmy do lasu gdzie jedyne światło dawała różdżka, którą trzymałam w ręku i księżyc, którego blask sączył się pomiędzy koronami drzew. Nie pamiętam ile czasu już tak szłam. Czas upływał ,ale Nyks była uparta i ilekroć tylko się zatrzymywałam dawała mi znać ,że powinnam iść dalej... Więc szłam pozwalając jej się prowadzić. Nagle wilczyca zatrzymała się. Nasłuchiwała. Warknęła, zjeżyła sierść. Cofnęła się. Kłapnęła kłami. Coś powoli skradało się ku nam. Nyks zawarczała ustawiając się w ten sposób ,żeby chronić mnie przed złowrogim ciemnym kształtem. Z cienia wyłonił się duży, czarny wilk, co najmniej dwukrotnie większy od Nyks. Moja wilczyca zawarczała tylko cichutko, ale pomimo wszystko usiłowała mnie chronić. Wilk zawarczał po czym rzucił się w kierunku Nyks. Nagle zza krzaków wyłoniła się biała wilczyca. Przeskoczyła nad wilkiem zanim ten zdążył  zaatakować. Napastnik nawet nie obrzucił jej nawet spojrzeniem. Wyszczerzył kły i skoczył w kierunku białej wilczycy. Ta jedynie warknęła i uderzyła łapą o ośnieżoną ziemię. Czarny upadł ,a ja w powietrzu czułam magię. Biała wilczyca zawyła, a zza krzaków wyłoniły się inne wilki. Wilczyca rzuciła mi i Nyks spojrzenie żółtych oczu. Stado  otoczyło mnie i Nyks jakby mieliby być żywą tarczą. Nyks zawarczała. Nagle Czarny otrzepał się ze śniegu i rzucił w kierunku białej. Wilki przez chwilę obchodziły się nawzajem. Wilk warknął, a wilczyca kłapnęła zębami tuż nad jego uchem. Odpowiedział jej pacnięciem łapy. Biała upadła, osuwając się na pobliskim drzewie. Wilk warknął. Zbliżał się do niej. Moje palce zacisnęły się na różdżce. Nie myślałąm nad tym co robię. Po prostu wybiegłam z kręgu wilków zaciskając palce na różdżce.
- Avada... - urwałam nagle
Wilk spojrzał się na mnie. Przyczaił się... Za chwilę skoczy. Nie czułam strachu. Zamknęłam oczy. Usłyszałam warkot. Otworzyłam oczy. Czarny leżał bez życia, a nad nim stała wilczyca. Zawyła. Stado również po chwili także wyło do błyszczącej tarczy księżyca. Nyks dołączyła do nich, a cały Zakazany Las rozbrzmiał wyciem wilków.

czwartek, 18 grudnia 2014

"Od Luny Gryffindor"

"Rozdział I"
Wczesnym rankiem obudziłam się cała otulona białym puchem. Gdy tylko otworzyłam oczy zobaczyłam jak Death patrzy na mnie jakby miał mnie zaraz rozerwać. 
Gdy tylko wstałam cała biała "kołdra" zleciała ze mnie niczym peleryna-niewidka, którą mam zakopaną tuż  pod moją jaskinią.'
-Czemu nadal się obijasz ?!- zapytał
-P-przep...-nie dał mi dokończyć  
-Nie ma takiego słowa jak "PRZEPRASZAM"!- krzykną oburzony podkreślając równocześnie słowo "przepraszam"
- Dobrze... Jakie są dziś moje zadania ? 
-Ehh...wy Bethy jesteście strasznie nieodpowiedzialne- warkną
-P...-powstrzymałam się od słowa "przepraszam" i odparłam- Więc mój Panie..-spojrzał na mnie ze zdziwieniem- Co za dzień dziś mamy ? 
-GRRRR!...-warkną-Dziś mamy "Dzień Księżyca".
-N-naprawdę? -nie dowierzałam przy tym uśmiechając się lekko...tak by nic nie zauważył. 
Cieszyłam się bardzo z tego, że znowu będziemy obchodzić "Dnia Księżyca". To było najważniejsze święto wśród watahy oraz całego pokolenia wilków i wilczyc...
- Tak n-naprawdę-przedrzeźniał mnie.
- Może ja już pójdę do szamanów sprawdzić czy...-przerwał
- Czy twój rozum tam nie został ?! - szydził 
- ...-nic nie odpowiedziałam poczułam tylko ból w głowie i sercu. Odbiegłam... Ale nie zdążyłam się dobrze oddalić kiedy usłyszałam coś co jeszcze mocniej przebiło moje serce:
- W OGÓLE SIĘ NIE NADAJESZ NA BETHĘ CO DOPIERO NA ALPHĘ !!!! CZEMU JA W OGÓLE CIĘ WYBRAŁEM !!! - mówił coś dalej ale przyspieszyłam ... płakałam ... serce pękało na pół ... kiedy tylko próbowałam powstrzymać łzy serce stawało na chwilę mówiąc : "Biegnij dalej" Posłuchałam ale po drodze zaczęłam śpiewać piosenkę którą pamiętam ... ona jako pierwsza pojawiła się w mojej głowie ... a może to moja matka mi ją śpiewała ... sama nie wiedziałam po prostu ... ŚPIEWAŁAM ...

"She Wolf"
A shot in the dark,
A past lost in space ,
Where do I start ?
The past and the chase ?
You hunted me down ,
Like a wolf, a predator ,
I felt like a deer in love lights ,
You loved me ... and I froze in time ,
Hungry... for that flesh of mine ,
But I can't complete with a ...
SHE WOLF
who has brought me to my knees ,
What do you see in those ...
yellow eyes ,
Cause I'm fallingto pieces ,
I'm falling to pieces .
Falling to pieces ,
I'm falling to pieces ,
Falling to pieces ...

Did she lie in wait ,
Was I bait  to pull you in ,
The thrill of the kill ,
You feel ,is a sin ,
I lay with the wolves ...alone , it seems ,
I thought I was part of you ,
You loved me ... and I froze in time ,
Hungry...for that flesh of mine,
But I can't complete with a...
SHE WOLF 
who has brougt me to my knees ,
What do you see in those ...
yellow eyes ,
Cause I'm fallingto pieces ,
I'm falling to pieces .
Falling to pieces ,
I'm falling to pieces ,
Falling to pieces ...

I'm falling to pieces ,
Falling to pieces ,
I'm falling to pieces ,
Falling to pieces ....

Kiedy już dobiegłam było południe... Zdawało mi się to dziwne ponieważ jeszcze nie dawno był wczesny ranek ...<rozmyślałam> Kiedy stanęłam przed wejściem do jaskini szamana... Nie chciałam tracić czasu więc weszłam do środka... Kiedy byłam trochę głębiej zobaczyłam światła... były to pochodnie .... pomieszczenie wydawało się trochę tajemnicze ale ja szłam dalej... i dalej ... w głąb jaskini ... kiedy przeszłam tak na "oko" licząc 20 km zobaczyłam piękny żyrandol był on  ozdobiony drogocennymi kamieniami ... Kiedy tak rozglądałam się po różnych kontach i zaułkach przepięknej jaskini ujrzałam szafki z fiolkami ... były to szafki bardzo stare ... rozglądając się dalej rozmyślałam " Ta jaskinia z kroku na krok staje się coraz piękniejsza ... i taka tajemnicza " Nagle stanęłam na jakimś patyku ... złamał się... a po jaskini rozległo się echo odbijało się ono o wszystkie ściany ... Trochę się przestraszyłam ponieważ nie wiedziałam jaki szaman tu będzie i jak mnie potraktuje ... chociaż zły nie powinien być ponieważ nie może  mi nic zrobić gdyż jestem Bethą ... Bardzo ten tytuł mi pomagał ... Chociaż ... też przysparzał dużo obowiązków i kłopotów... ponieważ gdy Death pakował się w jakieś tarapaty ja też musiałam oberwać ... często nawet za nic ... (tak rozmyślałam) by nie myśleć o strachu ... Nagle natknęłam się na pewną ścianę ... były tam rysunki ... moje rysunki ... ale nie tylko moje ... ale i też Sher'a był to mój najlepszy przyjaciel ... Nagle usłyszałam cichy krzyk ... radosny cichy krzyk :
- Luna ?! - powiedział głos nie wiem z którego miejsca ... - odwróciłam się rozglądając się czy nie jest to ktoś niebezpieczny ... nagle głos powtórzył :
- Luna ? - chwila ciszy -  Dawno cię nie widziałem ...
- Kim jesteś ? -powiedziałam zakłopotana ...
- Jak to... nie pamiętasz już nic ?
- Ale co miała bym pamiętać ? -zapytałam głos dobiegający sama nie wiem z kąt
- Mnie ... - nagle jedna ze ścian odsunęła się widziałam kontury jakiegoś wilka ... on podchodził do mnie  był coraz bliżej ... Nagle zamiast kontur ujrzałam wilka o białej sierści z czerwonym okręgiem dookoła oka... 
Kojarzyłam go ... ale nic mi nie przypominało z kąt ...
- Jestem Sharazz - powiedział .... W tym momencie stanęłam jak wryta ... Po chwili podbiegłam do wilka i przytuliłam go wyglądało to jakoś tak :
- T-to naprawdę ty - płakałam 
- Tak .... 
-Tak dawno cię nie widziałam 
- Słyszałem ,że zostałaś Bethą ... Gratulację 
- Dziękuję ... A ty osiągnąłeś swój cel i zostałeś szamanem .
- Tak ale to nic takiego...-powiedział zawstydzony
- Tak twoje marzenie wreszcie się spełniło a ty mi mówisz ,że TO NIC TAKIEGO ! -powiedziałam z uśmiechem 
- Jasne 
- Wiesz ... nie sądziłam ,że cię tu spotkam - powiedziałam
- Ja też myślałem ,że... - nagle przerwał
- Coś się stało ? - zapytałam
- Nie ale ty masz zrobioną koronę - powiedział
- A , to ? - powiedziałam wskazując łapą na czoło 
- Tak ... Skąd ...Jak ? - zapytał
- Nie wiem ... Z każdego dnia księżyca staje się coraz mocniejsza ... - wytłumaczyłam 
- Aha ok... - powiedział
- Domyślam się ,że przyszłaś po miksturę na "Dzień Księżyca"
- Tak ... Zgadza się ... 
- Ok - powiedział podszedł do jednej z szafek i po patrząc się na najwyższą z półek magią ściągną fiolkę w kształcie księżyca ... była ona fioletowa .... i tajemnicza niczym ta cała piękna jaskinia ...
- Nie przesadzaj ... - powiedział zamieniając miksturę w łańcuszek :
-Dzięki ... Poczekaj ... Mam pytanie...
- Słucham ...
- Ten łańcuszek jak co roku zamieni się w odpowiednim czasie ... Kiedy księżyc ... - przerwał 
- Kiedy księżyc będzie tuż nad głową noszącego go właściciela czyli w tym przypadku nad głową Alphy.
- Ok ...To ja już lecę ok ?
- Jasne część ... - powiedział już chowając  się w ciemność 
-Ej jeszcze jedno ! - krzyknęłam 
- Hmm - powiedział w połowie widoczny wilk
- Ładnie się użądziłeś - powiedziałam
- Ok dzięki ... To na pewno wszystko ?
- Tak ,tak już idź ,idź ... - powiedziałam jeszcze chwilkę patrzałam się na zapadającego w ciemność Shrazz'a 
Kiedy już znikną z mojego punktu widzenia wybiegłam z jaskini jak poarzona i pobiegłam wprost do watahy najszybciej jak mogłam ...
Kiedy dotarłam był już wieczór ... Pobiegłam do Alphy zakładając mu na szyję naszyjnik tak by kiedy pełnia stanie tuż nad jego głową by łańcuszek zamienił się w eliksir by dał nam szczęście które możemy wykorzystać na polowanie tuż po wypiciu szczęśliwego napoju ... 

Faktycznie kiedy pełnia staneła tuż nad głową Death łańcuszek zmienił się w eliksir ... Wilki zaczęły wyć ... Kiedy tylko pełnia posuneła się odrobinę karzdy po kolei brał łyka magicznego napoju i biegł w stronę którą tylko chciał ... Ja niestety nie mogłam biec tam gdzie chciałam musiałam biec z Death. Kiedy tylko dobiegliśmy do stada łań i jeleni Death wyczół zapach całkiem mu obcy ... Więc zamiast pobiec w kierunku ofiary wybrał obcy mu zapach ... Ja nie mogłam zostać musiałam biec za nim ... Zapach doprowadził nas do dziewczyny i wilczycy która nie należała do naszego stada ja i Death patrzyliśmy przez chwilę na nie on odezwał się do mnie po jakiś 5 minutach ...:
- Zostań tu i nie przeszkadzaj mi ... - powiedział i wyskoczył zza krzaków ... jego celem było zabicie dziewczyny a następnie wilczycy ... nie udało mu się za pierwszym razem rzucić na dziewczynę ponieważ wilczyca obroniła ją ale nie miała za dużo siły ... ponieważ ... zapomniałam wspomnieć ,że kiedy tylko nasze stado chce zamienia się w 2 metrowe wilki ... a przy tym ,że Death i ja byliśmy tacy wielcy wilczyca nie miała szans ale ja nie miałam zamiaru jej atakować ... wręcz chciałam jej pomóc przeskoczyłam nad wilkiem ... on zawarczał i rzucił się w moim kierunku ja zawarczałam i walnęłam łapami o Ziemię tworząc tarczę wokół siebie i dziewczyn ... wilk odleciał waląc o drzewo i przysypując się w ten sposób grubą warstwą śniegu ... Death został ogłuszony i stracił przytomność . Gdy tylko sprawdziłam czy wilk nic nie słyszy zawyłam , wokół mnie pojawiło się moje stado ...



Nakazałam całemu stadu zrobić okrąg wokół dziewczyny i wilczycy tak by nic im się nie stało ....
- Luna co tu się stało? - zapytał Shaz
- Potem ci powiem ale teraz możesz pomóc tej wilczycy ?
- Jasne ...  - i pobiegł
- Hej uważaj ! -krzyknęła z ostatku sił wilczyca dziewczyny ja odwróciłam się i zobaczyłam jak wilk uderza mnie ... leciałam ... czułam ból ... zamknełam oczy ... uderzyłam się ... film się urwał ...

Po pewnym czasie otworzyłam oczy i zobaczyłam dziewczynę ,a za nią stał Death gdy ona patrzała się w moją stronę lekko odepchnęłam ją łapą ,a sama rzuciłam się na wilka ... Walka trwała przez dłuższy czas gdy był środek nocy a pełnia przyświeciła tuż nad moją głową zadałam ostateczny cios wbiłam kły w szyję Death a pazury w jego płuca ... kiedy on już zamkną oczy zawyłam ... Potem dołączyło się też teraz moje stado ... kiedy oni wyli ja podeszłam do wilczycy dziewczyny mówiąc :
- Dzięki ,że mnie wtedy ostrzegłaś ...
-Ale było za późno ....-powiedziała zrezygnowana
-Ej ale gdyby nie ty to może bym teraz nie żyła...
- ... - nie odpowiedziała-
-Może ... chciała byś dołączyć do mojej watahy ?
- N-naprawdę mogę ?
- Jasne
- Ale czy Alison się zgodzi ...
- Myślę ,że nie będzie miała nic przeciwko-wilczyca uśmiechnęła się i dołączyła do wycia ... ja również zaczęłam wyć .... Ten "Dzień Księżyca" był wspaniały ...